WSPÓLNOTA ŚWIECKICH      PRZY KLASZTORZE O.O. DOMINIKANÓW UL. FRETA 10


 Katechezy: Bóg Ojciec

Cze­mu po­świę­cam mój czas? Co ro­bię?

Spró­buj­my się na chwi­lę za­trzy­mać i po­my­śleć o so­bie. Czym ży­ję? Co jest dla mnie waż­ne? Wsta­ję ra­no. Ja­ka pierw­sza myśl przy­cho­dzi mi do gło­wy? Czym ży­ję od sa­me­go ra­na?

  • co bę­dę ro­bił dziś w pra­cy
  • ja­kie zro­bić za­ku­py
  • czy star­czy pie­nię­dzy
  • co po­wiem pra­cow­ni­kom mo­jej fir­my na ze­bra­niu
  • czy spo­tkam dziś mo­ją na­rze­czo­ną
  • o czym bę­dzie­my roz­ma­wiać
  • jak się dziś czu­je mo­ja cho­ra żo­na

Jest wie­czór. Wszy­scy już śpią. Czas też się kłaść. O czym my­ślę?

  • czy wszyst­ko zro­bi­łem
  • ile wy­da­łem pie­nię­dzy
  • czy ktoś za­uwa­ży, że oszu­ka­łem
  • co dziś zro­bi­łem do­bre­go? Co złe­go?

Kim je­stem?

Kim je­stem? Czy wo­gó­le my­ślę o tym? Je­stem sto­la­rzem, kraw­co­wą, oj­cem, je­stem pre­ze­sem, sze­fo­wą, wła­ści­cie­lem. Je­stem bie­da­kiem. Wiem, jak się na­zy­wam. To wiem. Czy to mi wy­star­cza? Je­stem czło­wie­kiem. Nie­któ­rzy hu­ma­ni­ści mó­wią tak: "Nic, co ludz­kie, nie jest mi ob­ce". Już to gdzieś sły­sze­li­śmy. Czy na­praw­dę nic nie jest mi ob­ce? Jest mi wszyst­ko jed­no, co nie jest mi ob­ce? Czy na­praw­dę wszyst­ko jest mi rów­nie bli­skie?

  • Nie jest mi ob­ce ży­cie. Śmierć.
  • Nie jest mi ob­ca mi­łość. Nie­na­wiść.
  • Czy na­praw­dę nie jest mi ob­ce kłam­stwo? Kra­dzież?
  • Czy nie jest mi ob­ca świę­tość?

Dziec­ko Bo­że. Bóg-Oj­ciec

Wy­raź­nie czu­ję, że nie jest mi wszyst­ko jed­no. Są rze­czy, któ­re mi ob­ce. Nie wszyst­ko jest mi rów­nie bli­skie. Dla­cze­go?

Co spra­wia, że od­róż­niam rze­czy do­bre od złych? Skąd we mnie nie­po­kój, gdy dzie­je się zło? Dla­cze­go nie jest mi wszyst­ko jed­no, ja­cy są lu­dzie, któ­rzy mnie ota­cza­ją? Ja­ki ja je­stem? Dla­cze­go, je­śli je­stem opry­skli­wy i aro­ganc­ki, czu­ję go­rycz? Dla­cze­go po­trze­bu­ję cie­pła od bli­skie­go mi czło­wie­ka? Nie oszu­kuj­my się. Te­go każ­dy po­trze­bu­je, na­wet ktoś naj­tward­szy.

Na­tu­ral­na po­trze­ba do­bra. Ale dla­cze­go ja mam tę na­tu­ral­ną po­trze­bę? Skąd ją mam? Od ko­go? Kto mi ją dał?

Po­czą­tek

Próż­no szu­kać od­po­wie­dzi na ta­kie py­ta­nia w sa­mym tyl­ko swo­im wnę­trzu. Jed­no py­ta­nie ro­dzi dru­gie, nie wi­dać koń­ca tych py­tań.

A jed­nak, od­po­wiedź ist­nie­je.

Ty­le jest róż­nych tek­stów wo­kół nas. Jed­ne prze­czą dru­gim. Jed­nym wie­rzy­my, in­nym nie ufa­my. Jed­ne wzbu­dza­ją nie­po­kój, in­ne od­po­wia­da­ją na po­trze­by ser­ca. Się­gnij­my po Pi­smo Świę­te. Pi­smo Bo­że nie za­wo­dzi. Otwórz­my Księ­gę Ro­dza­ju.

Stwo­rzył więc Bóg czło­wie­ka na swój ob­raz, na ob­raz Bo­ży go stwo­rzył (Rdz 1,27a). Czło­wiek jest Bo­żym stwo­rze­niem. A Bóg wi­dział, że wszyst­ko, co uczy­nił, by­ło bar­dzo do­bre (Rdz 1,31a). Nie tyl­ko Bóg zro­bił coś ta­kie­go, że­bym za­ist­niał, że­bym w ogó­le był, ale jesz­cze wpi­sał we mnie do­bro. Spra­wił, abym był do­bry. Abym mógł być do­bry.

Bóg ko­cha wszyst­ko, co sam stwo­rzył. Bóg wi­dział, że wszyst­ko, co uczy­nił, by­ło bar­dzo do­bre. Mnie ko­cha szcze­gól­nie moc­no. Stwo­rzył mnie prze­cież na swój ob­raz, na ob­raz Bo­ży. W Księ­dze Ro­dza­ju nie jest na­pi­sa­ne, że "Bóg stwo­rzył czło­wie­ka tak, że­by się wy­da­wa­ło, że jest do Bo­ga po­dob­ny". Al­bo, "że­by czło­wie­ko­wi się zda­wa­ło, że­by tyl­ko my­ślał, że jest po­dob­ny do Bo­ga". Nie jest na­pi­sa­ne, że "jest po­dob­ny, ale bar­dzo nie­do­kład­nie". Jest na­pi­sa­ne: "na ob­raz Bo­ży". Nic wię­cej, ale też nic mniej. I wszyst­ko, co Bóg stwo­rzył, by­ło do­bre, a gdy stwo­rzył czło­wie­ka, to jesz­cze moż­na prze­czy­tać w Księ­dze Ro­dza­ju, że by­ło bar­dzo do­bre.

Tak by­ło na sa­mym po­cząt­ku.

Ko­niec

Z ko­lei na sa­mym koń­cu bę­dzie tak.

Cze­go ani oko nie wi­dzia­ło, ani ucho nie sły­sza­ło, ani ser­ce czło­wie­ka nie zdo­ła­ło po­jąć, jak wiel­kie rze­czy przy­go­to­wał Bóg tym, któ­rzy Go mi­łu­ją (1Kor 2).

Tak pi­sał świę­ty Pa­weł. Miał tu na my­śli nie­bo. Wie­lo­krot­nie my­śli­my so­bie o tym, jak też bę­dzie w nie­bie. Przy­po­mi­na­my so­bie wte­dy róż­ne wy­obra­że­nia, któ­re zna­my. Na przy­kład my­śli­my, że w nie­bie bę­dzie tak, jak te­raz jest w ko­ście­le. Mo­dli­twy i mo­dli­twy, ca­ły czas. Al­bo pro­ce­sje. Nie wy­glą­da to aż tak atrak­cyj­nie. Czy ta­kie nie­bo nam wy­star­czy? Dla­cze­go w Pi­śmie świę­tym nie jest na­pi­sa­ne, jak tam bę­dzie, w nie­bie? Chcie­li­by­śmy to wie­dzieć!

Otóż, nie jest na­pi­sa­ne, po­nie­waż i tak nie po­ję­li­by­śmy te­go! Ser­ce czło­wie­ka nie zdo­ła­ło po­jąć, jak wiel­kie rze­czy przy­go­to­wał Bóg.

W in­nym z ko­lei miej­scu jest na­pi­sa­ne: W do­mu Oj­ca me­go jest miesz­kań wie­le (J 14). A więc ta­ki jest dom Oj­ca. Wspa­nia­ły dom, dla nas. Dom nie do po­ję­cia. I te miesz­ka­nia, przy­go­to­wa­ne dla nas! Ta­kie­go ma­my Oj­ca. I ta­ką przy­szłość nam przy­go­to­wu­je. Nie je­ste­śmy so­bie w sta­nie wy­obra­zić, jak zna­ko­mi­tą. Oj­ciec prze­kro­czy na­sze naj­śmiel­sze ocze­ki­wa­nia.

A te­raz?

Prze­szłość pięk­na, przy­szłość zna­ko­mi­ta. A te­raz?

Bar­dzo czę­sto sta­wia­my Bo­gu Oj­cu za­rzut, że zaj­mo­wał się ludź­mi kie­dyś, jak ży­li świę­ci Apo­sto­ło­wie, al­bo jesz­cze wcze­śniej. I znów zaj­mie się na­mi wte­dy, gdy lu­dzie tra­fią do ra­ju. Je­śli w ogó­le tam do­trą. A to nie jest pew­ne. A w mię­dzy­cza­sie - sa­me kło­po­ty. A na­wet dra­ma­ty. Na­wet tra­ge­die. Sło­wem, dziś Bóg Oj­ciec pa­trzy na nas z da­le­ka, uśmie­cha się, ow­szem, ale z da­le­ka, i wca­le na­mi nie zaj­mu­je. Po­zo­sta­wia nas sa­my­mi. Tak so­bie cza­sem my­śli­my.

Się­gnij­my więc zno­wu do Pi­sma Świę­te­go. Pi­smo jest na­tchnio­ne i mó­wi praw­dę o Bo­gu. Weź­my księ­gę Oze­asza.

A prze­cież Ja uczy­łem cho­dzić Efra­ima, na swe ra­mio­na ich bra­łem; oni zaś nie ro­zu­mie­li, że trosz­czy­łem się o nich. Po­cią­gną­łem ich ludz­ki­mi wię­za­mi, a by­ły to wię­zy mi­ło­ści. By­łem dla nich jak ten, co pod­no­si do swe­go po­licz­ka nie­mow­lę - schy­li­łem się ku nie­mu i na­kar­mi­łem go (Oz 11).

Bóg po­cią­ga nas ludz­ki­mi wię­za­mi. Nie fi­lo­zo­fią, teo­lo­gią, ety­ką. Ale mi­ło­ścią. Ludz­ką mi­ło­ścią!

Chy­ba nikt z nas nie pa­mię­ta, jak był nie­mow­lę­ciem. Ale wi­dzi­my, al­bo pa­mię­ta­my na­sze dzie­ci i wnu­ki, jak by­ły bar­dzo ma­łe. Ta­kie nie­mow­lę, któ­re pła­ka­ło w no­cy, wsta­ła Ma­ma, na­kar­mi­ła je, a ono za­snę­ło jesz­cze je­dząc. Za­snę­ło cał­ko­wi­cie bez­piecz­ne. Nic nie bra­ku­je. Ni­cze­go nie trze­ba. Do ta­kie­go ob­ra­zu Bóg po­rów­nu­je na­szą sy­tu­ację. On jest Oj­cem, oj­cem moc­nym, a czu­łym tak, jak mat­ka.

Pro­rok Iza­jasz pi­sze: Czyż mo­że nie­wia­sta za­po­mnieć o swym nie­mow­lę­ciu, ta, któ­ra ko­cha sy­na swe­go ło­na? A na­wet, gdy­by ona za­po­mnia­ła, Ja nie za­po­mnę o to­bie (Iz 49).

Ta­kich miejsc, z któ­rych mo­że­my się bar­dzo du­żo do­wie­dzieć o tym, ja­ki jest sto­su­nek Bo­ga Oj­ca do nas, jest bar­dzo wie­le.

Jak orzeł, co gniaz­do swo­je oży­wia, nad pi­sklę­ta­mi swo­imi krą­ży, roz­wi­ja swe skrzy­dła i bie­rze je, na so­bie sa­mym je no­si - tak Pan sam go [Ja­ku­ba] pro­wa­dził (...) (Powt. Pr. 32).

Zno­wu ma­my po­rów­na­nie zwią­za­ne z tym, jak oj­ciec opie­ku­je się dzieć­mi. Oj­ciec po­tęż­ny, wspa­nia­ły. Jed­no­cze­śnie - tro­skli­wy. Na so­bie sa­mym je no­si. No­si na so­bie swo­je dzie­ci.

Ale my już nie je­ste­śmy dzieć­mi, je­ste­śmy do­ro­śli. Czy nie ma nic o opie­ce Oj­ca nad do­ro­sły­mi? Psalm 91:

(...) On sam cię wy­zwo­li z si­deł my­śli­we­go i od zgub­ne­go sło­wa. Okry­je cię swy­mi pió­ra­mi i schro­nisz się pod Je­go skrzy­dła: Je­go wier­ność to pu­klerz i tar­cza. W no­cy nie ulęk­niesz się stra­chu ani za dnia - le­cą­cej strza­ły, ani za­ra­zy, co idzie w mro­ku, ni mo­ru, co nisz­czy w po­łu­dnie (Ps 91).

Si­dła my­śli­we­go. Zgub­ne sło­wo. Strza­ła, za­ra­za. Cza­sem w mo­jej pra­cy czu­ję się tak, jak­by mnie ktoś go­nił. Jak­by mnie ktoś chciał upo­lo­wać. Al­bo, jak­by mnie już upo­lo­wał. Cza­sem w mo­im ży­ciu ktoś ugo­dzi mnie tak zgub­nym sło­wem, jak­by ugo­dził praw­dzi­wą strza­łą. Wła­śnie wte­dy Bóg okry­je cię swy­mi pió­ra­mi i schro­nisz się pod Je­go skrzy­dła. To wła­śnie zro­bi! Wczy­taj­my się w te sło­wa: On sam cię wy­zwo­li z si­deł my­śli­we­go i od zgub­ne­go sło­wa. Okry­je cię swy­mi pió­ra­mi (...). Tu nie jest na­pi­sa­ne: Masz, sy­nu mój, dość sił, abyś so­bie sam po­ra­dził. Nie. On sam cię wy­zwo­li, On cię okry­je!

I da­lej. Zwróć­my uwa­gę na sło­wa: Je­go wier­ność to pu­klerz i tar­cza. To Bóg Oj­ciec gwa­ran­tu­je ochro­nę swo­ją wier­no­ścią. Mo­ja wier­ność też jest po­trzeb­na, ale pu­klerz i tar­cza to wier­ność Oj­ca. Je­śli mo­ja wier­ność za­wie­dzie, to Je­go wier­ność się nie wy­co­fa. Oj­ciec, do­bry, po­tęż­ny. Ale i bli­ski. Opie­kuń­czy. A ja - Je­go dziec­ko. Na sa­mym so­bie mnie nie­sie.

Bar­dzo wie­le o mi­ło­ści Bo­ga pi­sze świę­ty Jan. Św. Jan jest ewan­ge­li­stą mi­ło­ści, prze­ka­zu­je nam wszyst­ko, co Syn mó­wi o mi­ło­ści Oj­ca. Prze­czy­taj­my.

W tym prze­ja­wia się mi­łość, że nie my umi­ło­wa­li­śmy Bo­ga, ale że On sam nas umi­ło­wał (...) (1J 4). Po­pa­trz­my. Mi­łość Bo­ga nie za­le­ży od te­go, czy my Go mi­łu­je­my. On nas umi­ło­wał pierw­szy. Kie­dy? Kie­dy jesz­cze by­li­śmy grzesz­ni­ka­mi! Wie­lo­krot­nie my­ślę tak: - zgrze­szy­łem, Bóg już mnie nie ko­cha. To lo­gicz­ne. Ale czy ta­kie my­śle­nie jest my­śle­niem Bo­ga? To nie­ocze­ki­wa­ne i za­ska­ku­ją­ce, ale nie. On sam nas umi­ło­wał za­nim my go umi­ło­wa­li­śmy i prze­sta­li­śmy grze­szyć (o ile to w ogó­le moż­li­we). Nie my umi­ło­wa­li­śmy Bo­ga, ale (...) On sam nas umi­ło­wał. Pierw­szy. Ta­ki jest nasz Oj­ciec.

Świę­ty Jan pi­sze da­lej: My­śmy po­zna­li i uwie­rzy­li mi­ło­ści, ja­ką Bóg ma ku nam. Bóg jest mi­ło­ścią: kto trwa w mi­ło­ści, trwa w Bo­gu, a Bóg trwa w nim (1J 4). Trud­no po­wie­dzieć to bar­dziej wprost. ...Mi­ło­ści, ja­ką Bóg ma ku nam. Bóg jest mi­ło­ścią.

Chciał­bym te­raz prze­czy­tać coś na­praw­dę wy­jąt­ko­we­go. Coś, co mnie za­chwy­ca od cza­su, jak do mnie ten tekst do­tarł, kil­ka lat te­mu. Na­pi­sał to św. Pa­weł. Pi­sał to w kon­tek­ście da­rów Du­cha Świę­te­go, ale to, co na­pi­sał, jest na­pi­sa­ne o god­no­ści czło­wie­ka, god­no­ści, ja­ką Bóg go ob­da­rza. Brzmi to tak.

Bóg z ty­mi, któ­rzy Go mi­łu­ją, współ­dzia­ła we wszyst­kim dla ich do­bra, z ty­mi, któ­rzy są po­wo­ła­ni we­dług [Je­go] za­mia­ru. (Rz 8).

Przyj­rzyj­my się z bli­ska te­mu nie­zwy­kłe­mu zda­niu. Bóg współ­dzia­ła z na­mi we wszyst­kim! Nie w tym, co przy­jem­ne, nie w tym, co ła­twe, ale we wszyst­kim. Dla na­sze­go do­bra. Je­śli dzie­je się coś, co jest mo­im tru­dem, mo­im naj­cięż­szym krzy­żem, mo­im umę­cze­niem, to i w tym Bóg mo­że ze mną współ­dzia­łać dla mo­je­go do­bra! I na tych krzy­wych li­niach mo­je­go ży­cia Bóg mo­że pi­sać pro­sto. I to mo­że się oka­zać dla mo­je­go do­bra. Bóg z ty­mi, któ­rzy Go mi­łu­ją, współ­dzia­ła we wszyst­kim dla ich do­bra. Z ty­mi, któ­rzy Go mi­łu­ją. Ale On pierw­szy nas umi­ło­wał. On pierw­szy nas wy­brał, gdy­śmy jesz­cze by­li grzesz­ni­ka­mi. On nas mi­łu­je, na­wet, je­śli je­ste­śmy grzesz­ni­ka­mi! Je­go mi­łość nie sta­wia wy­ma­gań po­nad na­szą mia­rę.

Nic dziw­ne­go, że Psal­mi­sta mó­wi w za­chwy­cie:

Gdy pa­trzę na Twe nie­bo, dzie­ło Twych pal­ców, księ­życ i gwiaz­dy, któ­reś Ty utwier­dził: czym jest czło­wiek, że o nim pa­mię­tasz, i czym - syn czło­wie­czy, że się nim zaj­mu­jesz? Uczy­ni­łeś go nie­wie­le mniej­szym od istot nie­bie­skich, chwa­łą i czcią go uwień­czy­łeś (Ps 8).

Co z te­go wy­ni­ka?

Mam god­ność, bo mój Oj­ciec jest Bo­giem. Św. Le­on Wiel­ki: "[Bóg] prze­kształ­ca nas z ziem­skich chu­do­pa­choł­ków w do­stoj­ni­ków nie­ba". Z chu­do­pa­choł­ków - w do­stoj­ni­ków (tak na­praw­dę na­pi­sał świę­ty Le­on Wiel­ki).

Nie tyl­ko mam god­ność, ale mam też ży­cie w cie­ple wspa­nia­łej, nie­koń­czą­cej się, moc­nej i nie­za­wod­nej mi­ło­ści Oj­ca. Mi­ło­ści cier­pli­wej, ła­ska­wej, któ­ra nie wy­no­si się py­chą, nie pa­mię­ta złe­go, nie szu­ka po­kla­sku, ale współ­we­se­li się z praw­dą. To mi­łość, któ­ra wszyst­ko prze­trzy­ma. Mi­łość wiecz­na.

Czy to wy­star­czy? Tak, to wy­star­cza ser­cu czło­wie­ka. To przy­go­to­wał nam i da­je nam Bóg, nasz Oj­ciec. I jesz­cze mó­wi nam tak: (...) wy bę­dzie­cie Mi kró­le­stwem ka­pła­nów i lu­dem świę­tym (Wj 19).

To jest god­ność. Skąd się wzię­ła? Z te­go, że stwo­rzył (...) Bóg czło­wie­ka na swój ob­raz, na ob­raz Bo­ży go stwo­rzył (Rdz 1,27a). A Bóg wi­dział, że wszyst­ko, co uczy­nił, by­ło bar­dzo do­bre (Rdz 1,31).

Le­szek

Po­wrót do czy­tel­ni