WSPÓLNOTA ŚWIECKICH      PRZY KLASZTORZE O.O. DOMINIKANÓW UL. FRETA 10


 Katechezy: Życie chrześcijanina. Wspólnota - miejsce miłości i przebaczenia

Wspól­no­ta - dla­cze­go?

Dla­cze­go wspól­no­ta? My­ślę, że to py­ta­nie za­da­je so­bie wie­lu z nas. Szu­ka­jąc na nie od­po­wie­dzi się­gnie­my do po­cząt­ków chrze­ści­jań­stwa. Zgro­ma­dze­ni w Wie­czer­ni­ku ucznio­wie trwa­li na mo­dli­twie w ocze­ki­wa­niu na ze­sła­nie Du­cha Świę­te­go, Du­cha Praw­dy i Po­cie­szy­cie­la. Two­rzy­li oni pierw­szą wspól­no­tę Ko­ścio­ła.

Przy­wo­łaj­my dwa ob­ra­zy ewan­ge­licz­ne. W Ewan­ge­lii św. Łu­ka­sza (5,17-26) znaj­du­je­my opis, jak przy­ja­cie­le przy­nie­śli do Je­zu­sa pa­ra­li­ty­ka. Nie mo­gąc prze­ci­snąć się przez tłum, spu­ści­li ło­że przez dach. We wspól­no­cie nie­sie­my się wza­jem­nie do Je­zu­sa. Wspól­no­ta uczy nas wza­jem­nej od­po­wie­dzial­no­ści za sie­bie w dro­dze do Pa­na Bo­ga.

Trud­no jest po­znać Je­zu­sa sa­me­mu. Przy­wo­łaj­my po­stać To­ma­sza Apo­sto­ła (J 20,19-29). Gdy Pan Je­zus uka­zał się po zmar­twych­wsta­niu Apo­sto­łom zgro­ma­dzo­nym w Wie­czer­ni­ku, To­ma­sza nie by­ło wraz z ni­mi. Nie da­wał wia­ry po­zo­sta­łym uczniom, że wi­dzie­li Zmar­twych­wsta­łe­go: je­że­li nie uj­rzę na rę­kach Je­go zna­ku gwoź­dzi i nie wło­żę pal­ca me­go w Je­go ra­ny, nie uwie­rzę. Po ty­go­dniu, gdy To­masz trwał wraz z po­zo­sta­ły­mi ucznia­mi, Pan Je­zus dał mu się po­znać. To­masz roz­po­znał Je­zu­sa prze­by­wa­jąc wraz z in­ny­mi, we wspól­no­cie.

Jak za­tem bu­do­wać wspól­no­tę? Od­po­wiedź znaj­dzie­my w Pi­śmie Świę­tym. Św. Jan w swo­jej Ewan­ge­lii opi­su­je, że Pan Je­zus mo­dlił się za wspól­no­ty ty­mi sło­wa­mi:

Proś­ba za Ko­ściół   (J 17,20-23)

Nie tyl­ko za ni­mi pro­szę, ale i za ty­mi, któ­rzy dzię­ki ich sło­wu bę­dą wie­rzyć we Mnie; aby wszy­scy sta­no­wi­li jed­no, jak Ty, Oj­cze, we Mnie, a Ja w To­bie, aby i oni sta­no­wi­li w Nas jed­no, aby świat uwie­rzył, żeś Ty Mnie po­słał. I tak­że chwa­łę, któ­rą Mi da­łeś, prze­ka­za­łem im, aby sta­no­wi­li jed­no, tak jak My jed­no sta­no­wi­my. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak ze­spo­li­li w jed­no, aby świat po­znał, żeś Ty Mnie po­słał i żeś Ty ich umi­ło­wał tak, jak Mnie umi­ło­wa­łeś.

Pierw­szą wspól­no­tę opi­su­ją Dzie­je Apo­stol­skie w (Dz 2,42-47):

Trwa­li oni w na­uce Apo­sto­łów i we wspól­no­cie, w ła­ma­niu chle­ba i w mo­dli­twie. Bo­jaźń ogar­nia­ła każ­de­go, gdyż Apo­sto­ło­wie czy­ni­li wie­le zna­ków i cu­dów. Ci wszy­scy, co uwie­rzy­li, prze­by­wa­li ra­zem i wszyst­ko mie­li wspól­ne. Sprze­da­wa­li ma­jąt­ki i do­bra i roz­dzie­la­li je każ­de­mu we­dług po­trze­by. Co­dzien­nie trwa­li jed­no­myśl­nie w świą­ty­ni, a ła­miąc chleb po do­mach, przyj­mo­wa­li po­si­łek z ra­do­ścią i pro­sto­tą ser­ca. Wiel­bi­li Bo­ga, a ca­ły lud od­no­sił się do nich życz­li­wie. Pan zaś przy­mna­żał im co­dzien­nie tych, któ­rzy do­stę­po­wa­li zba­wie­nia.

Ta­ka wspól­no­ta po­win­na być dla nas wzo­rem. Przy­pa­trz­my się za­tem, ja­kie by­ły jej istot­ne ce­chy.

  • Je­zus w cen­trum

    Wspól­no­ta nie jest ce­lem sa­mym w so­bie. Wspól­no­ta chrze­ści­jań­ska to gru­pa lu­dzi, któ­ra gro­ma­dzi się wo­kół Je­zu­sa Chry­stu­sa, ze wzglę­du na Nie­go i w Je­go imię. To On nas po­wo­łu­je do wspól­no­ty:

    Da­lej, za­praw­dę, po­wia­dam wam: Je­śli dwaj z was na zie­mi zgod­nie o coś pro­sić bę­dą, to wszyst­kie­go uży­czy im mój Oj­ciec, któ­ry jest w nie­bie. Bo gdzie są dwaj al­bo trzej ze­bra­ni w imię mo­je, tam je­stem po­śród nich (Mt 18,19-20).

    Za­wsze mu­si­my mieć tę in­ten­cję, iż gro­ma­dzi­my się dla Pa­na, ze wzglę­du na Nie­go. Je­zus nas mi­łu­je nie­skoń­cze­nie. Pra­gnie nas le­czyć, po­ma­gać nam. Róż­ne są mo­ty­wy na­sze­go przyj­ścia do wspól­no­ty: roz­wią­za­nie pro­ble­mów, umoc­nie­nie, uzdro­wie­nie z cho­rób, szu­ka­nie przy­ja­ciół. Pa­mię­taj­my jed­nak, że to Je­zus wi­nien być w cen­trum, aby­śmy nie przy­cho­dzi­li po to by spo­tkać się z mi­ły­mi ludź­mi, prze­żyć coś mi­łe­go. Mo­że wów­czas po­wstać nie­bez­pie­czeń­stwo prze­kształ­ce­nia ta­kiej gru­py w klub to­wa­rzy­ski, to­wa­rzy­stwo wza­jem­nej ad­o­ra­cji. Je­zus mu­si być w cen­trum na­szych prze­żyć, my­śli, uczuć, pra­gnień, wy­bo­rów etc.

  • Trwa­nie na mo­dli­twie

    Mo­dli­twa jest si­łą jed­no­czą­cą. Po­przez mo­dli­twę utrzy­mu­je­my więź z Bo­giem. Ogrom­nie waż­na jest więź z Bo­giem w co­dzien­no­ści, nie tyl­ko na spo­tka­niu mo­dli­tew­nym. Mo­dli­twa wspól­no­to­wa za­le­ży w du­żym stop­niu od mo­dli­twy in­dy­wi­du­al­nej. Za­nie­dba­nie mo­dli­twy in­dy­wi­du­al­nej osła­bia ca­łą wspól­no­tę.

  • Trwa­nie w na­uce Apo­sto­łów

    Wspól­no­ta mu­si być bu­do­wa­na po­przez sło­wo Bo­że za­war­te w Pi­śmie Świę­tym i na­uce Ko­ścio­ła. Po­przez swo­je sło­wo Bóg kształ­tu­je na­sze ser­ca, su­mie­nia, sło­wa i czy­ny. Nie na­le­ży oce­niać wspól­no­ty we­dług at­mos­fe­ry en­tu­zja­zmu, dy­na­micz­ne­go śpie­wu, ży­we­go kla­ska­nia. Mia­rą na­sze­go udu­cho­wie­nia jest ży­cie Sło­wem Bo­żym na co­dzień.

  • Eu­cha­ry­stia

    Eu­cha­ry­stia jest cen­trum ży­cia chrze­ści­jań­skie­go. Tu spo­ty­ka­my Te­go, któ­ry od­dał za nas sa­me­go sie­bie. Eu­cha­ry­stia uczy nas mi­ło­ści w wy­mia­rze krzy­ża, ofia­ry, od­da­wa­nia ży­cia.

  • Świad­cze­nie z mo­cą

    Cu­da dzia­ła­ne przez Apo­sto­łów   (Dz 5,12-16)

    Wie­le zna­ków i cu­dów dzia­ło się przez rę­ce Apo­sto­łów wśród lu­du. Trzy­ma­li się wszy­scy ra­zem w kruż­gan­ku Sa­lo­mo­na. A z ob­cych nikt nie miał od­wa­gi do­łą­czyć się do nich, lud zaś ich wy­chwa­lał. Co­raz bar­dziej też ro­sła licz­ba męż­czyzn i ko­biet, przyj­mu­ją­cych wia­rę w Pa­na. Wy­no­szo­no też cho­rych na uli­cę i kła­dzio­no na ło­żach i no­szach, aby choć cień prze­cho­dzą­ce­go Pio­tra padł na któ­re­goś z nich. Tak­że z miast są­sied­nich zbie­ga­ło się mnó­stwo lu­du do Je­ro­zo­li­my, zno­sząc cho­rych i drę­czo­nych przez du­chy nie­czy­ste, a wszy­scy do­zna­wa­li uzdro­wie­nia.

    Licz­ne cha­ry­zma­ty, uzdro­wie­nia, wy­zwo­le­nia od złe­go sta­no­wi­ły nor­mal­ną część ży­cia pierw­szych wspól­not. Pan Je­zus dzi­siaj jest nie mniej po­tęż­ny. Tłu­my gro­ma­dzą się na Mszach z proś­bą o uzdro­wie­nie. Nie na­le­ży jed­nak szu­kać sen­sa­cji. Tam gdzie lu­dzie mo­dlą się z uf­no­ścią, dzie­ją się cu­da i zna­ki. Wspól­no­ta to nie tyl­ko miej­sce mi­łych spo­tkań. Tu po­win­na być przede wszyst­kim gło­szo­na Do­bra No­wi­na o Chry­stu­sie, by by­ła ona miej­scem na­wró­ce­nia i uświę­ce­nia.

  • Zjed­no­cze­nie w mi­ło­ści

    Mi­łość ze­spa­la­ją­ca Ko­ściół pier­wot­ny   (Dz 4,32-37)

    Je­den duch i jed­no ser­ce oży­wia­ły wszyst­kich wie­rzą­cych. Ża­den nie na­zy­wał swo­im te­go, co po­sia­dał, ale wszyst­ko mie­li wspól­ne. Apo­sto­ło­wie z wiel­ką mo­cą świad­czy­li o zmar­twych­wsta­niu Pa­na Je­zu­sa, a wszy­scy oni mie­li wiel­ką ła­skę. Nikt z nich nie cier­piał nie­do­stat­ku, bo wła­ści­cie­le pól al­bo do­mów sprze­da­wa­li je i przy­no­si­li pie­nią­dze [uzy­ska­ne] ze sprze­da­ży, i skła­da­li je u stóp Apo­sto­łów. Każ­de­mu też roz­dzie­la­no we­dług po­trze­by. Tak Jó­zef, na­zwa­ny przez Apo­sto­łów Bar­na­bas, to zna­czy Syn Po­cie­sze­nia, le­wi­ta ro­dem z Cy­pru, sprze­dał zie­mię, któ­rą po­sia­dał, a pie­nią­dze przy­niósł i zło­żył u stóp Apo­sto­łów.

    Wspól­no­ta ży­je bez­in­te­re­sow­ną mi­ło­ścią. W praw­dzi­wej wspól­no­cie lu­dzie nie tyl­ko mo­dlą się i klasz­czą, ale trosz­czą się o sie­bie na­wza­jem.

Wspól­no­ta - miej­sce wzro­stu

Przy­cho­dzi­my do wspól­no­ty, bo pra­gnie­my cie­pła i mi­ło­ści. Zrzu­ca­my z sie­bie ma­ski, od­rzu­ca­my ogra­ni­cza­ją­ce nas ba­rie­ry. Prze­ży­wa­my czas jed­no­ści i ra­do­ści. Nie­jed­no­krot­nie jed­nak we wspól­no­cie ujaw­nia­ją się na­sze sła­bo­ści, na­sza zra­nio­na uczu­cio­wość. Ży­jąc w bli­sko­ści in­nych osób zda­je­my so­bie spra­wę z te­go, jak bar­dzo je­ste­śmy nie­zdol­ni do mi­ło­ści, jak da­le­ce od­rzu­ca­my in­nych i za­skle­pia­my się w so­bie. Ży­cie wspól­no­to­we mo­że być przy­krym uzmy­sło­wie­niem so­bie na­szych sła­bo­ści i ogra­ni­czeń. Jed­nak­że, wspól­no­ta jest rów­nież miej­scem, w któ­rym dzia­ła ła­ska Bo­ża i na­sze ego­istycz­ne "ja" mo­że umrzeć, aby no­wy czło­wiek mógł zmar­twych­wstać. Je­zus po­wie­dział bo­wiem:

Za­praw­dę, za­praw­dę, po­wia­dam wam: Je­że­li ziar­no psze­ni­cy wpadł­szy w zie­mię nie ob­umrze, zo­sta­nie tyl­ko sa­mo, ale je­że­li ob­umrze, przy­no­si plon ob­fi­ty (J 12,24).

Je­że­li zo­sta­li­śmy przy­ję­ci ze wszyst­ki­mi na­szy­mi ogra­ni­cze­nia­mi, kie­dy czu­je­my się ak­cep­to­wa­ni i ko­cha­ni przez in­nych, sa­mi sie­bie bar­dziej ko­cha­my. Za­czy­na­my być so­bą bez lę­ku i skrę­po­wa­nia. Wspól­no­ta po­wsta­je wte­dy, gdy każ­dy przyj­mu­je dru­gie­go ta­kim, ja­ki on jest. Tak pi­sał św. Pa­weł w Li­ście do Rzy­mian:

Dla­te­go przy­gar­niaj­cie sie­bie na­wza­jem, bo i Chry­stus przy­gar­nął was - ku chwa­le Bo­ga (Rz 15,7).

Do­świad­cze­nie Bo­ga w mo­dli­twie, ak­cep­ta­cja we wspól­no­cie, od­kry­cie, że Bóg nas ko­cha nie­skoń­czo­ną mi­ło­ścią, po­zwa­la nam w koń­cu za­ak­cep­to­wać sie­bie ta­ki­mi, ja­cy je­ste­śmy. Wów­czas wspól­no­ta sta­je się miej­scem wy­zwa­la­ją­cym, miej­scem wzro­stu i roz­wo­ju.

Trze­ba pod­kre­ślić, że ży­cie we wspól­no­cie jest wy­jąt­ko­wym miej­scem wzra­sta­nia. Je­że­li bo­wiem wzra­sta­my w mi­ło­ści bliź­nich, wzra­sta­my w mi­ło­ści Bo­ga.

A jed­nak pi­szę wam o no­wym przy­ka­za­niu, któ­re praw­dzi­we jest w Nim i w nas, po­nie­waż ciem­no­ści ustę­pu­ją, a świe­ci już praw­dzi­wa świa­tłość. Kto twier­dzi, że ży­je w świa­tło­ści, a nie­na­wi­dzi bra­ta swe­go, do­tąd jesz­cze jest w ciem­no­ści. Kto mi­łu­je swe­go bra­ta, ten trwa w świa­tło­ści i nie mo­że się po­tknąć (1J 2,8-11).
Po tym po­zna­li­śmy mi­łość, że On od­dał za nas ży­cie swo­je. My tak­że win­ni­śmy od­dać ży­cie za bra­ci (1J 3,16).

Wspól­no­ta - miej­sce mi­ło­ści

Ja­ka po­win­na być mi­łość? Od­po­wiedź na to py­ta­nie znaj­dzie­my w li­ście św. Paw­ła do Rzy­mian oraz do Ko­ryn­tian

Mi­łość niech bę­dzie bez ob­łu­dy. Miej­cie wstręt do złe­go, po­dą­żaj­cie za do­brem. W mi­ło­ści bra­ter­skiej na­wza­jem bądź­cie życz­li­wi. W oka­zy­wa­niu czci jed­ni dru­gich wy­prze­dzaj­cie. Nie opusz­czaj­cie się w gor­li­wo­ści. Bądź­cie pło­mien­ne­go du­cha. Peł­nij­cie służ­bę Pa­nu (Rz 12,9-11).

Mi­łość cier­pli­wa jest, ła­ska­wa jest. Mi­łość nie za­zdro­ści, nie szu­ka po­kla­sku, nie uno­si się py­chą;
nie do­pusz­cza się bez­wsty­du, nie szu­ka swe­go, nie uno­si się gnie­wem, nie pa­mię­ta złe­go;
nie cie­szy się z nie­spra­wie­dli­wo­ści, lecz współ­we­se­li się z praw­dą.
Wszyst­ko zno­si, wszyst­kie­mu wie­rzy, we wszyst­kim po­kła­da na­dzie­ję, wszyst­ko prze­trzy­ma.
Mi­łość ni­gdy nie usta­je, [nie jest] jak pro­roc­twa, któ­re się skoń­czą, al­bo jak dar ję­zy­ków, któ­ry znik­nie, lub jak wie­dza, któ­rej za­brak­nie (1Kor 13,4-8a).

Wza­jem­na mi­łość to obok wię­zi łą­czą­cej człon­ków wspól­no­ty oraz mi­sji do speł­nie­nia, je­den z ele­men­tów de­fi­niu­ją­cych każ­dą wspól­no­tę. We wspól­no­cie mi­ło­ścią da­rzy­my każ­de­go z jej człon­ków, a nie wspól­no­tę ja­ko abs­trak­cyj­ny twór. Każ­da wspól­no­ta win­na trosz­czyć się przede wszyst­kim o roz­wój jej człon­ków, a nie o swo­ją ze­wnętrz­ną do­sko­na­łość.

Wspól­no­ta nie mo­że przy­tła­czać two­rzą­cych ją osób. Każ­dy za­cho­wu­je ta­jem­ni­cę swo­jej isto­ty, po­głę­bia­jąc wła­sną świa­do­mość i ży­cie du­cho­we.

Praw­dzi­wa wspól­no­ta za­czy­na się wte­dy, gdy jej człon­ko­wie prze­sta­ją za wszel­ką ce­nę do­wo­dzić swo­jej do­mnie­ma­nej bądź praw­dzi­wej war­to­ści. Zni­ka­ją dzie­lą­ce ba­rie­ry, aby moż­na by­ło ra­zem prze­ży­wać cud ko­mu­nii.

Przy­pa­trz­my się przy­po­wie­ści o mi­ło­sier­nym Sa­ma­ry­ta­ni­nie Łk 10, (29-37)

Mi­ło­sier­ny Sa­ma­ry­ta­nin   (Łk 10,29-37)

Je­zus na­wią­zu­jąc do te­go, rzekł: Pe­wien czło­wiek scho­dził z Je­ro­zo­li­my do Je­ry­cha i wpadł w rę­ce zbój­ców. Ci nie tyl­ko że go ob­dar­li, lecz jesz­cze ra­ny mu za­da­li i zo­sta­wiw­szy na pół umar­łe­go, ode­szli. Przy­pad­kiem prze­cho­dził tą dro­gą pe­wien ka­płan; zo­ba­czył go i mi­nął. Tak sa­mo le­wi­ta, gdy przy­szedł na to miej­sce i zo­ba­czył go, mi­nął. Pe­wien zaś Sa­ma­ry­ta­nin, bę­dąc w po­dró­ży, prze­cho­dził rów­nież obok nie­go. Gdy go zo­ba­czył, wzru­szył się głę­bo­ko: pod­szedł do nie­go i opa­trzył mu ra­ny, za­le­wa­jąc je oli­wą i wi­nem; po­tem wsa­dził go na swo­je by­dlę, za­wiózł do go­spo­dy i pie­lę­gno­wał go. Na­stęp­ne­go zaś dnia wy­jął dwa de­na­ry, dał go­spo­da­rzo­wi i rzekł: Miej o nim sta­ra­nie, a je­śli co wię­cej wy­dasz, ja od­dam to­bie, gdy bę­dę wra­cał. Któ­ryż z tych trzech oka­zał się, we­dług twe­go zda­nia, bliź­nim te­go, któ­ry wpadł w rę­ce zbój­ców? On od­po­wie­dział: Ten, któ­ry mu oka­zał mi­ło­sier­dzie. Je­zus mu rzekł: Idź, i ty czyń po­dob­nie!

Na­sza pra­ca, co­dzien­ne obo­wiąz­ki spra­wia­ją czę­sto, że nie ma­my cza­su dla bliź­nie­go. Po­grą­że­nie w pra­cy mo­że być uciecz­ką przed dru­gim czło­wie­kiem. Chcąc jed­nak iść za Je­zu­sem mu­si­my otwo­rzyć się na in­nych lu­dzi. Na­le­ży pod­kre­ślić, że mi­łość jest si­łą jed­no­czą­cą. Po­le­ga ona na wza­jem­nym skie­ro­wa­niu się ku so­bie. Ko­chać, to zna­czy pra­gnąć te­go sa­me­go, po­dzie­lać tę sa­mą wi­zję, pra­gnąć aby dru­gi czło­wiek roz­wi­jał się we­dług pla­nów Bo­żych, był wier­ny swe­mu po­wo­ła­niu.

Przy­ka­za­nie no­we da­ję wam, aby­ście się wza­jem­nie mi­ło­wa­li tak, jak Ja was umi­ło­wa­łem; że­by­ście i wy tak się mi­ło­wa­li wza­jem­nie (J 13,34-35).

We wspól­no­cie naj­waż­niej­sze sta­je się po­czu­cie przy­na­leż­no­ści oraz pra­gnie­nie, by dru­gi roz­wi­jał się w swo­im ofia­ro­wy­wa­niu się Bo­gu i in­nym.

We wspól­no­cie uczy­my się ko­chać. Wspól­no­ta jest tak­że miej­scem, któ­re uczy nas mi­ło­ści. Uczy przede wszyst­kim mi­ło­ści do Bo­ga, czy­li za­pro­sze­nia Bo­ga do na­sze­go ser­ca, po­wie­dze­nia Bo­gu "tak" we wszyst­kim i ofia­ro­wa­nia Mu wszyst­kie­go co po­dej­mu­je­my w ży­ciu (przy­ka­za­nie mi­ło­ści). Do­pie­ro ofia­ro­wu­jąc Bo­gu na­sze ży­cie, to co ro­bi­my, bę­dzie­my mo­gli to za­ak­cep­to­wać. O tę mi­łość do Bo­ga każ­dy po­wi­nien nie­ustan­nie się mo­dlić.

Wspól­no­ta uczy nas rów­nież mi­ło­ści do sa­me­go sie­bie, po­ka­zu­je nie tyl­ko jak po­jed­nać się z bra­tem, ale rów­nież jak po­jed­nać się z sa­mym so­bą. Po­jed­na­nie z sa­mym so­bą, to po­ko­na­nie sta­nu bun­tu prze­ciw­ko wła­sne­mu ży­ciu i te­mu wszyst­kie­mu co to ży­cie ze so­bą nie­sie.

Wspól­no­ta - miej­sce prze­ba­cze­nia

Nie­usta­ją­ce prze­ba­cza­nie jest na­szym obo­wiąz­kiem. W Ewan­ge­lii Św. Ma­te­usza jest opi­sa­ny dia­log Pio­tra z Je­zu­sem:

Obo­wią­zek prze­ba­cza­nia   (Mt 18,21-22)

Wte­dy Piotr zbli­żył się do Nie­go i za­py­tał: "Pa­nie, ile ra­zy mam prze­ba­czyć, je­śli mój brat wy­kro­czy prze­ciw­ko mnie? Czy aż sie­dem ra­zy?" Je­zus mu od­rzekł: "Nie mó­wię ci, że aż sie­dem ra­zy, lecz aż sie­dem­dzie­siąt sie­dem ra­zy.

Po­mi­mo uf­no­ści, ja­ką wza­jem­nie się da­rzy­my, we wspól­no­cie nie­raz pa­da­ją przy­kre sło­wa. Na­le­ży so­bie zdać spra­wę z te­go, że wspól­ne ży­cie to swo­isty krzyż, ak­cep­ta­cja, nie­ustan­ne prze­ba­cza­nie so­bie na wza­jem. W prze­ciw­nym ra­zie prze­ży­je­my roz­cza­ro­wa­nie. Prze­ba­czyć to nie tyl­ko po­wie­dzieć gło­śno: "Prze­ba­czam ci". To rów­nież, a mo­że przede wszyst­kim, pod­ję­cie pró­by zro­zu­mie­nia mo­ty­wów, ja­ki­mi kie­ru­je się ta dru­ga oso­ba. Być mo­że wi­na nie le­ży wy­łącz­nie po tej dru­giej stro­nie. Mo­że to my wła­śnie po­win­ni­śmy przyj­rzeć się swo­je­mu wnę­trzu, pod­jąć pró­bę zmia­ny te­go, co jej wy­ma­ga. Prze­ba­czyć, to zna­czy pod­jąć pró­bę otwar­cia na tych, z któ­ry­mi nie mo­że­my się zro­zu­mieć, spró­bo­wać ich wy­słu­chać na no­wo. Dla­te­go też prze­ba­cze­nie jest tak trud­ne. My rów­nież mu­si­my się zmie­nić. Do te­go nie­ustan­nie po­trze­bu­je­my mo­cy Du­cha Świę­te­go.

Wspól­no­ta jest też miej­scem, któ­re uczy prze­ba­cze­nia.

Mo­je do­świad­cze­nie wspól­no­ty

Wspól­no­ta po­mo­gła mi od­na­leźć Bo­ga. Co­raz wy­raź­niej wi­dzę Je­go dzia­ła­nie w mo­im ży­ciu. We wspól­no­cie (cał­kiem nie­daw­no) zro­zu­mia­łam, że pod­sta­wą wszyst­kie­go jest mi­łość do Bo­ga. Wspól­no­ta po­ka­za­ła mi jak na­le­ży ro­zu­mieć przy­ka­za­nie mi­ło­ści, czym jest mi­łość bliź­nie­go, co to zna­czy ko­chać sie­bie i prze­ba­czyć, po­jed­nać się ze so­bą. Opie­ra­jąc się na tym pod­ję­łam pró­bę upo­rząd­ko­wa­nia swo­je­go ży­cia i mo­ich re­la­cji z in­ny­mi.

Za­chę­ta do bu­do­wa­nia wspól­not

Na za­koń­cze­nie, chcia­ła­bym wszyst­kich za­chę­cić do uczest­nic­twa w na­szych spo­tka­niach. Spo­ty­ka­my się w każ­dy pią­tek o godz. 19:15 w Ka­pi­tu­la­rzu. Wia­do­mą jest rze­czą, że każ­da wspól­no­ta ma swo­isty cha­rak­ter. Każ­dy z nas wi­nien od­po­wie­dzieć so­bie na py­ta­nie, cze­go po­szu­ku­je i co dla nie­go bę­dzie naj­lep­sze. W tej kon­fe­ren­cji sta­ra­łam się po­ka­zać, czym po­win­na od­zna­czać się każ­da wspól­no­ta, co le­ży u pod­staw jej bu­do­wa­nia, ja­ką mo­że od­gry­wać ro­lę w ży­ciu każ­de­go z nas. Nic nie stoi na prze­szko­dzie, aby­ście w swo­ich śro­do­wi­skach w pa­ra­fiach, w szko­le, na uczel­ni, w pra­cy pod­ję­li pró­bę bu­do­wa­nia no­wych wspól­not bę­dą­cych opar­ciem dla tych wszyst­kich, któ­rzy pra­gną zbli­żyć się do Bo­ga. Pa­mię­taj­my sło­wa Je­zu­sa z Ewan­ge­lii św. Ma­te­usza:

Za­praw­dę, po­wia­dam wam: Wszyst­ko, co zwią­że­cie na zie­mi, bę­dzie zwią­za­ne w nie­bie, a co roz­wią­że­cie na zie­mi, bę­dzie roz­wią­za­ne w nie­bie. Da­lej, za­praw­dę, po­wia­dam wam: Je­śli dwaj z was na zie­mi zgod­nie o coś pro­sić bę­dą, to wszyst­kie­go uży­czy im mój Oj­ciec, któ­ry jest w nie­bie. Bo gdzie są dwaj al­bo trzej ze­bra­ni w imię mo­je, tam je­stem po­śród nich (Mt 18,19-20).

Mag­da­le­na

Po­wrót do czy­tel­ni