WSPÓLNOTA ŚWIECKICH      PRZY KLASZTORZE O.O. DOMINIKANÓW UL. FRETA 10


 Świadectwa: Coś dla czterdziestolatków

Dla­cze­go wła­ści­wie przy­cho­dzi­my na spo­tka­nia do ADO­NAI? W każ­dy pią­tek wie­czo­rem je­ste­śmy obo­je z Żo­ną wy­jąt­ko­wo zmę­cze­ni. Ja bym się naj­chęt­niej po­ło­żył i spał. Żo­na też my­śli z nie­chę­cią o wyj­ściu z do­mu. Jed­nak wy­bie­ra­my się. Pod­czas Mszy Świę­tej roz­po­czy­na­ją­cej spo­tka­nie mam za­wsze za­mknię­te oczy, zbyt zmę­czo­ne, aby pa­trzeć. W cza­sie ka­za­nia cza­sem so­bie pod­sy­piam. Nie­źle, jak na spo­tka­nie w gru­pie cha­ry­zma­tycz­nej. Gdzie ten duch? Gdzie te rę­ce unie­sio­ne w gó­rę?

Na pew­no nie szu­kam unie­sień, ani w ogó­le cze­go­kol­wiek nie­zwy­kłe­go. Tyl­ko cza­su na mo­dli­twę.

Jest du­żo pro­po­zy­cji dusz­pa­ster­skich dla mło­dzie­ży. Na przy­kład dusz­pa­ster­stwa aka­de­mic­kie. Na brak osób trze­cie­go wie­ku w ko­ście­le też nie moż­na na­rze­kać. A gdzie ma­ją się po­dziać ci, któ­rzy stu­dia ukoń­czy­li już dość daw­no, a na kół­ko ró­żań­co­we eme­ry­tów są jesz­cze za mło­dzi? Ci, któ­rzy pro­wa­dzą bar­dzo ak­tyw­ne ży­cie ro­dzin­ne i za­wo­do­we, i ma­ją za­peł­nio­ną każ­dą mi­nu­tę dnia. Po­trze­bu­ją miej­sca, gdzie mo­gli­by na­resz­cie za­trzy­mać się i sta­nąć przed swo­im Bo­giem. Nie­ła­two zna­leźć czas na re­gu­lar­ną, dłuż­szą mo­dli­twę, je­śli ktoś w tym nie po­mo­że. Do te­go słu­ży wspól­no­ta w Ko­ście­le. Na przy­kład, ADO­NAI.

Do mo­dli­twy jest po­trzeb­na ci­sza. Jest w ADO­NAI zna­ko­mi­ta ka­te­che­za, są grup­ki dzie­le­nia, do­bre re­ko­lek­cje, stu­dium Bi­blii. Jest też dar ję­zy­ków, są i unie­sie­nia, dar sło­wa. Moż­na spo­tkać przy­ja­ciół. W koń­cu, jest też i ko­ło ży­we­go ró­żań­ca. Ale jest tak­że ci­sza. Nie ta­ka, jak ktoś na­gle wy­łą­czy ra­dio, ale ta­ka po Mszy Świę­tej, wśród bra­ci i sióstr, któ­rzy są ra­zem w mo­dli­twie, przed ob­li­czem Pa­na Je­zu­sa w Naj­święt­szym Sa­kra­men­cie. Moż­na przed nim po­mil­czeć, od­su­nąć go­ni­twę my­śli, bieg pil­nych spraw, i za­py­tać Go o spra­wy waż­ne.

W Księ­dze Wyj­ścia jest w wie­lu miej­scach na­pi­sa­ne o tym, jak wy­glą­da­ła mo­dli­twa Moj­że­sza: Pan Bóg mó­wił, a Moj­żesz słu­chał (np. Wj 3,7). Dla mnie to są bar­dzo trud­ne sło­wa, ale to tak wła­śnie po­win­na wy­glą­dać mo­dli­twa. Nie umiem te­go, ale mam szan­sę i pró­bu­ję. Cza­sem Bóg da ła­skę. Wła­ści­wie za­wsze ją da­je, bo kie­dy wy­cho­dzi­my ze spo­tka­nia, nie pa­mię­ta­my już ani zmę­cze­nia, ani znie­chę­ce­nia. I cza­sem so­bie przy­po­mi­na­my z Żo­ną, jak to nam się znów nie chcia­ło przyjść, i za­wsze je­ste­śmy wdzięcz­ni Bo­gu, że nas tu zno­wu przy­pro­wa­dził.

I rze­czy­wi­ście, trud­no się dzi­wić, że się nie chcia­ło. Zmę­cze­nie po wy­czer­pu­ją­cym ty­go­dniu, a po­za tym spo­tka­nia są do sie­bie dość po­dob­ne, żad­nych szcze­gól­nych atrak­cji. Moż­na by rzec, że po pro­stu nud­no.

O, nie! Nud­no, je­śli ktoś nie uwa­ża. Moj­żesz na gó­rze Sy­naj, ani w Na­mio­cie Spo­tka­nia, nie miał na­wet jed­nej, naj­prost­szej gry kom­pu­te­ro­wej. Nie słu­chał też mu­zy­ki sym­fo­nicz­nej z kom­pak­tu. Ale, kie­dy po­wra­cał z Gó­ry, je­go twarz ja­śnia­ła (Wj 34,29). Roz­ma­wiał z Bo­giem.

Czy my­śli­cie, że Moj­żesz miał ła­twiej­sze za­da­nia, niż ma np. pre­zes jed­ne­go z Ma­łych i Śred­nich Przed­się­biorstw? Chy­ba nie. Prze­cież prze­wo­dził na­ro­do­wi o twar­dym kar­ku (Wj 32,9) znaj­du­ją­ce­mu się na prze­ło­mie dzie­jów. Ale Bóg da­wał mu si­ły. Po­mi­mo bra­ku zdol­no­ści w za­kre­sie pu­blic re­la­tions (Wj 4,10; 6,30) i wie­ku, w któ­rym jest już tro­chę za póź­no na zmia­nę pra­cy (Wj 7,7), Moj­żesz ra­dził so­bie za swo­im po­wo­ła­niem. Nie bez po­tknięć (Powt.Pr. 1,37), ale sku­tecz­nie.

Na­sze po­wo­ła­nie - mo­jej Żo­ny i mo­je - jest nie­po­rów­ny­wal­ne do po­wo­ła­nia Moj­że­sza. I nie roz­ma­wia­my z Pa­nem Bo­giem twa­rzą w twarz. Ale, gdy­by nie czas na so­lid­ną, dłuż­szą mo­dli­twę to nie wiem, czy da­li­by­śmy ra­dę z na­szy­mi obo­wiąz­ka­mi. Dla­te­go już osiem lat je­ste­śmy w ADO­NAI i wszyst­ko wska­zu­je na to, że bę­dzie­my na­dal. Był już dla nas trud­ny czas, gdy dzie­ci by­ły ma­łe i nie moż­na ich by­ło z ni­kim zo­sta­wić. Wte­dy przy­cho­dzi­li­śmy na zmia­nę, re­la­cjo­nu­jąc wie­czo­rem dru­giej oso­bie do­kład­nie prze­bieg spo­tka­nia. Te­raz dzie­ci zo­sta­ją z opie­kun­ka­mi, a my je­ste­śmy ra­zem. To jest dla nas bar­dzo waż­ne - mo­dli­twa ra­zem, ra­mię w ra­mię, trzy­ma­jąc się za rę­ce. To jest na­szą si­łą w kło­po­tach dnia - wspól­na mo­dli­twa. ADO­NAI jest dla nas miej­scem, gdzie ra­zem, we dwo­je, sta­je­my w ob­li­czu Pa­na. I to umac­nia na­sze mał­żeń­stwo.

Ela i Le­szek Chmie­lew­scy

Po­wrót do czy­tel­ni